Co roku tworzymy postanowienia, co roku tworzy się lista marzeń, planów i co roku w grudniu strach zaglądać do styczniowych zapisków.Dla mnie ten grudzień, a potem styczeń nie różnił się niczym innym od lat wcześniejszych. Nie ruszyłam listy z 2014 roku, stworzyłam nową na 2015...
Przeczytam masę książek, nie wydam na głupoty, pojadę na fajny urlop, schudnę, nie będę jeść cukru... bullshit
I tak przychodzi luty a zapał ginie. Co roku powtarzam sobie, że ten będzie inny i co roku jest tak samo. Mało tego moje całe życie tak wygląda.
Nachodzą ponure myśli i poczucie beznadziei.. a przecież to tylko głupia lista. Działa na psychikę tak jakby to była kwestia życia i śmierci. Nie wychodzi- no to trup. Wiadomo samoocena spada - znowu nie potrafię dotrzymać obietnic danych sobie, wychodzi mój słomiany zapał (ulubiony przytyk mojego taty).
Tym razem zmienię swoje podejście, tym razem wyznaczę jedno postanowienie bo mam konkretny cel, tym razem chodzi o kwestię mojej przyszłości i (daj Boże) osiągnę go. Bo może nie 2015 ale 2016 rok będzie należał do mnie, a ten obecny to nie będzie poczekalnia, a schody do niego.
No to w drogę!
Pages - Menu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla siebie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla siebie. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 1 lutego 2015
środa, 11 grudnia 2013
Ostatnie zdjęcia
Z ostatnich tygodni zebrało mi się trochę zdjęć, pora opróżnić pamięć i zarzucić w posta :)
1) i 3) Ostatnimi czasy uwielbiam siadać na łóżku, odpalać zapachowe świeczki i rozkoszować się słodkim Carlo Rossi.
2) prosta przystawka, banalna wręcz, a na parapetówce u Xaviera robiła furorę. Na pewno włączę do imprezowego menu :)
4) Wieczory przy świeczkach zamiast wina potrafi umilić mi także gorąca herbata. Ostatnio jest to śliwka z kardamonem ( mój prezent z akcji mikołajkowej)
1) na ostatnim zebraniu w pracy, góra postanowiła nas zespolić. W jednym z zadań musieliśmy napisać o swoich współpracownikach coś miłego. I tak oto w telefonie zagościły dobre słowa, które w smutnych chwilach będą mi przypominać, że nie jest ze mną tak źle :)
2) i 3) odkąd przełamałam się w korzystaniu z ebay przepadłam...
4) kolejny element prezentu, kiedyś już z takiego mydła korzystałam, miło jest do niego wrócić ;)
5) moje pierwsze dzieło na maszynie. Właściwie to jego fragment, mój organizer ma 7 przegródek.
piątek, 25 października 2013
Robię cos dla siebie
Ostatnio przechodzę trudny okres. Moja psychika szaleje, emocje buzują i nie chcą się poddać jakiejkolwiek kontroli. Na dzień dzisiejszy za winowajcę uznaję obecną porę roku, może jutro poobwiniam coś lub kogoś innego?
Dużo myślę, o tym co mnie otacza, o tym co robię i czego nie robię. Zastanawiam się dokąd zmierzam?
Właśnie doszłam do smutnego wniosku; moje życie staje się jałowe.
Na studiach było mnie pełno, byłam beztroską blondyneczką, która podejmowała się zadań, których teoretycznie nie mogła udźwignąć. Przełamywałam swoją nieśmiałość i uprzedzenia do ludzi, podejmowałam się nowych wyzwań.
Dziś (zaledwie 3 lata od zdobycia zaszczytnego tytułu magistra) stałam się leniwym robotem.
Rozkład mojego dnia wygląda prawie zawsze tak samo. Pracuję w nienormowanym trybie czasu pracy. Raz poranna, raz popołudniowa zmiana. Robię coś co lubię, doceniają mnie. A jednak gubię rytm życia. Mam cudownego chłopaka, a jednak doszukuję się w związku wad. Wyglądam dobrze, ale coraz bardziej się zaniedbuję i tracę poczucie pewności siebie.
Wydaje mi się, że problem tkwi w tym jak gospodaruję swój wolny czas. A raczej jak go nie gospodaruję. Wracam z pracy i pierwsze co robię to sięgam do komputera, gdy on się włącza ja szykuje coś do picia, a potem zastygam z laptopem na kolanach do późnego wieczora, gdzie zostaje już tylko czas na prysznic i spanie. W dzień wolny od pracy sprzątam pokój, gotuję i spotykam się z Ł.
Raz na jakiś czas rozpaczliwie podejmuję próby samorozwoju. Obiecuję sobie, że codziennie będę uczyć się słówek, że przeczytam w danym miesiącu co najmniej 4 książki, że będę dbała o cerę i w końcu rozpieszczę stopy, że ograniczę słodycze i zacznę odżywiać się zdrowiej, że w końcu znajdę pomysł na siebie i zacznę oszczędzać itd. itp.
Postanawiam dziś, że zacznę od małych kroków, że zacznę od małych rzeczy, za to będą to czyny. Sporządzam listę 'to do' i wykreślę ją powoli i skrupulatnie. Wiem, że w końcu mi się uda, bo palenie rzuciłam (więc mogę przecież wszystko)
Punkt pierwszy mojej listy - podjąć kurs szycia
Godzinę temu umówiłam się na pierwszą lekcję. Trzymanie kciuków mile widziane :)
Dużo myślę, o tym co mnie otacza, o tym co robię i czego nie robię. Zastanawiam się dokąd zmierzam?
Właśnie doszłam do smutnego wniosku; moje życie staje się jałowe.
Na studiach było mnie pełno, byłam beztroską blondyneczką, która podejmowała się zadań, których teoretycznie nie mogła udźwignąć. Przełamywałam swoją nieśmiałość i uprzedzenia do ludzi, podejmowałam się nowych wyzwań.
Dziś (zaledwie 3 lata od zdobycia zaszczytnego tytułu magistra) stałam się leniwym robotem.
Rozkład mojego dnia wygląda prawie zawsze tak samo. Pracuję w nienormowanym trybie czasu pracy. Raz poranna, raz popołudniowa zmiana. Robię coś co lubię, doceniają mnie. A jednak gubię rytm życia. Mam cudownego chłopaka, a jednak doszukuję się w związku wad. Wyglądam dobrze, ale coraz bardziej się zaniedbuję i tracę poczucie pewności siebie.
Wydaje mi się, że problem tkwi w tym jak gospodaruję swój wolny czas. A raczej jak go nie gospodaruję. Wracam z pracy i pierwsze co robię to sięgam do komputera, gdy on się włącza ja szykuje coś do picia, a potem zastygam z laptopem na kolanach do późnego wieczora, gdzie zostaje już tylko czas na prysznic i spanie. W dzień wolny od pracy sprzątam pokój, gotuję i spotykam się z Ł.
Raz na jakiś czas rozpaczliwie podejmuję próby samorozwoju. Obiecuję sobie, że codziennie będę uczyć się słówek, że przeczytam w danym miesiącu co najmniej 4 książki, że będę dbała o cerę i w końcu rozpieszczę stopy, że ograniczę słodycze i zacznę odżywiać się zdrowiej, że w końcu znajdę pomysł na siebie i zacznę oszczędzać itd. itp.
Postanawiam dziś, że zacznę od małych kroków, że zacznę od małych rzeczy, za to będą to czyny. Sporządzam listę 'to do' i wykreślę ją powoli i skrupulatnie. Wiem, że w końcu mi się uda, bo palenie rzuciłam (więc mogę przecież wszystko)
Punkt pierwszy mojej listy - podjąć kurs szycia
Godzinę temu umówiłam się na pierwszą lekcję. Trzymanie kciuków mile widziane :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

