Nie jestem systematyczna ani utalentowana w pisaniu. Nie oszukujmy się nigdy nie będę blogerką publikującą codziennie, ba nawet raz na tydzień. W mojej głowie kłębi się oczywiście masa pomysłów, masa rozwiązań i rzeczy którymi chciałabym się podzielić, ale jak przychodzi do otwarcia blogera...zniechęcam się. Tak już mam :)
Podsumowanie ekspresowe... Tego co działo się ostatnio;
1. Detoks wodny przeszłam, o dziwo dałam radę rzadko odbiegając od przyjętej dla siebie normy. Było to świetnym doświadczeniem z kilku powodów: uzmysłowiłam sobie jak mało piję płynów i jaki to ma wpływ na mój organizm, nawodniłam go i moje nogi po raz pierwszy od kilku lat nie stanowiły papieru do pisania paznokciem, cera zaczęła się oczyszczać. Dziś niestety skóra znów woła o wodę, bo mimo że staram się nawadniać, nie pamiętam o standardowej dawce, zamieniając ją na kawę. Ale zaraz! Nie piję przynajmniej już coli w takich ilościach jak przed detoksem... więc coś pozytywnego wyniosłam - puszka na dwa tygodnie to nie jest zły wynik :)
2. Wyzwanie Anwen przeszłam pomyślnie, pomijając jedynie dwa razy dawkę (nie dopilnowałam ubywającej ilości siemienia w słoiku). Finalny efekt to 3cm na paśmie kontrolnym. Dzień po zmierzeniu pozbyłam się ich u fryzjera. Zapuszczanie zaczynam od nowa, tym bardziej że większość moich włosów na głowie to już naturalki :)
3. Moje tygodniowe wyzwania staram się realizować, dwa razy przyznaję, dałam ciała...ale są przecież kolejne, a te mogę powtórzyć :)
Pora i na dawkę zdjęć:
Na Wolskiej jakiś czas temu odświeżyli galerię, carrefour wyprowadził się, a jego miejsce zajął nowy sklep. Nazwa pasująca do zdjęć - Galeria Kolor, przyjemnie było wieczorem wchodzić po schodach, które zmieniały kolor co kilka sekund. Dziś świateł już nie ma...ciekawe czemu
Jednym z moich postanowień na ten rok jest rozwijanie umiejętności kulinarnych, co najmniej raz w miesiącu staram się coś upiec. Po lewej- tarta cytrynowa- mega kwaśna ale oderwać się nie mogliśmy :) Prawe zdjęcie to aktualnie moja tapeta w telefonie - proces przygotowywania muffin. Żałuje że nie uwieczniłam zdjęć domowych czekoladek walentynkowych - według obdarowywanego były pyszne :)
A propos prezentów- w walentynki dostałam niespodziankę w formie pysznego obiadu na uwielbianej przeze mnie ostatnio kaszy gryczanej, Toffiefee nie wytrzymały dwóch dni... Dostałam też przepiękna różę, niestety moja mama gdzieś zasłyszała że najlepiej przypalić koniec by trzymała dłużej świeżość... Nad ranem płatki smętnie zwisały z łodygi :( Dobrze, że pluszaki nie mają terminu przydatności.
Zegarek to wygrana w konkursie organizowanym przez firmę, jest naprawdę ładny ale jako że nie noszę tego typu biżuterii bardziej przyda się mamie.
Po detoksie wodnym doceniłam smak kawy i rozkoszuję się nią częściej:
Na drugim zdjęciu dostrzegam serce. Mój chłopak jednak przewrotnie patrząc na fotkę zauważył jedynie pośladki :P
Nadal mam problem z określeniem moich włosów, bywa że są spuszone, proste jak druty, albo tak pofalowane jak na zdjęciu powyżej, a tego zygzaka obok to już w ogóle nie pojmuję...
I tak z ekspresowego podsumowania wyszło coś więcej niż espresso :)
Pages - Menu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 27 lutego 2014
poniedziałek, 13 stycznia 2014
10 srok za ogon?
Nowy rok i kilka nowych postanowień, zadań. Wpisałam kilka, a dziś patrzę i mam dodatkowo kilka nowych na raz.
Wczoraj zapisałam się do akcji z Aqua Detox
Dziś dołączyłam do wyzwania Anwen i od jutra będę piła siemię na czczo przez miesiąc.
Nie tyle zależy mi na długości co na objętości i jakości włosa. Nie tylko siemię będzie mnie wspomagać w tym miesiącu;
W sobotę miałam swój pierwszy raz z henną khadi. Nie była dla mnie delikatna ani przyjemna, przeciwnie - tępa i niedokładnie pokrywała włosy. Spektakularnych efektów nie ma, lekki przesusz... ale ciepły odcień i grubość włosa satysfakcjonują. Została jeszcze połowa, więc za miesiąc chętnie wypróbuję nakładanie sposobem Madie.
Wspierać mnie będą kolejny miesiąc tabletki Revalid (aż dziw że w aptekach można spotkać nawet 30złotowe różnice w cenie)
Na olejowanie przeznaczam olejek makadamia, arganowy powoli się kończy, a ja nadal szukam ideału. Jak już przy olejach jestem próbuję (od wczoraj) żuć olej kokosowy. Słyszałam o tym już dwa miesiące temu, ale dopiero tekst Ani pchnął mnie ku temu eksperymentowi.
Czytałam post Edyty na temat planowania chwil. Mój kalendarz dzięki jej 70 punktom ma w sobie 37 tygodniowych zadań i ciągle się rozkręcam. Coś wybieram, coś dodaję przyjemnie patrzę teraz na nadchodzące tygodnie. Aktualnie czeka mnie w tym tygodniu codzienny beztroski taniec do radiowych hitów :) dzisiejszy poranek był całkiem zabawny.
Podstawowym celem na ten rok jest POZYTYWNE NASTAWIENIE. Tego było mi brak w ostatnim roku. Narzekałam i poddawałam się przy pierwszym lepszym pretekście. Jeśli to mi się uda, to wszystkie pozostałe będą o niebo łatwiejsze.
Zeszłoroczne postanowienia nie zostały zrealizowane, no poza jednym... rzucenie palenia. Ale lepiej jeden a konkretny niż kilka błahych.
piątek, 6 września 2013
Pierwsza akcja
Wrzesień to miesiąc, w którym większość z nas tworzy postanowienia, bierze się za techniki samo-rozwojowe, planuje. Nie będę wyjątkiem.
Postanowiłam wziąć udział w akcji olejowania włosów proponowanej przez Anwen.
Od dłuższego czasu dbam intensywniej o stan moich kłaczków, włosomaniaczką raczej nie jestem ale rozpaczliwie staram się o to bym z włosów mogła być dumna.
Nigdy nie miałam włosów dłuższych niż tu:
Postanowiłam wziąć udział w akcji olejowania włosów proponowanej przez Anwen.
![]() |
| akcja |
Od dłuższego czasu dbam intensywniej o stan moich kłaczków, włosomaniaczką raczej nie jestem ale rozpaczliwie staram się o to bym z włosów mogła być dumna.
Nigdy nie miałam włosów dłuższych niż tu:
Moja mama uwielbia krótkie fryzury, więc nawet do komunii poszłam wycięta jak od garnka (modne wówczas cięcie). Od ostatniej liceum prostowanie - codzienne, nawet na wilgotne jeszcze włosy sprawiały ze moje końcówki się kruszyły i rozdwajały. Nie dziwne, że nie mogłam osiągnąć długości choćby i do łopatek. Od liceum miałam tez przygody z farbą; od czerwieni po brąz. Zawsze jednak wracałam do blondu:
Postanowiłam wrócić do naturalnego koloru. Raz juz mi się nawet udało:
Osiągnęłam nawet to:
Z czego byłam bardzo dumna. Jednak tuż przed ślubem młodszej siostry podkusiło mnie by zmienić im kolor na.. brąz;
Było świetnie, póki nie wyblakły do nieciekawej rudości :( Wtedy też zaczęły się mocniej puszyć i cały czas katowane prostownica znów łamać.
W marcu tego roku, gdy postanowiłam rzucić palenie, podjęłam decyzję o powrocie do naturalków na dobre. Tym razem bez drastycznych cięć. Poszłam do fryzjera po delikatne refleksy - wyszłam z balejażem. Na szczęście nie takim chamskim, a możliwym do przyjęcia. Od tamtego czasu wzdycham do farb, zwłaszcza gdy maluję nimi moją mamę.
Jestem jednak twarda i moje 8 centymetrowe odrosty zostawiam w spokoju. Nie robię zdjęć tylko walczę o przyrost (może zaczną wyglądać jak ombre, póki nie stanie się do końca passe;)
Średnio na miesiąc przybywa mi 1,6cm nie jest to porażające, ale już coś, bo rosną.
Mam nadzieję, że zaczną mi się odwdzięczać za pielęgnację, którą ciągle dopracowuję. Od lipca suplementuję się regularnie, karmię włosy odżywkami, maskami i olejami. Nie do końca regularnie, ale jednak. Dlatego ta akcja będzie idealna, by móc być systematyczną.
Zamierzam co mycie użyć któregoś z olei; paprykowy GP, migdałowy, z pestek winogron.
Zobaczymy co z tego wyniknie, może będę mogła z czystym sumieniem sfotografować efekty?
Subskrybuj:
Posty (Atom)






