W podstawówce zaczęłam pisać "książkę" - Przygody 6b. Opisywałam wyolbrzymione szkolne sytuacje, podróże, które w realnym świecie nie mogłyby mieć racji bytu, relacje członków mojej klasy, które były ostro przerysowane... Czytelników miałam niewielu, ale jakich! Każdego dnia, gdy pojawiałam się na lekcjach bez nowego rozdziału słyszałam wymówki, lub porady i życzenia odnośnie ich postaci. Zabawa była przednia. "Książka" doczekała się nawet kontynuacji pod koniec gimnazjum.
Tydzień temu, gdy postanowiłam pozbyć się zalegających papierów za łóżkiem, znalazłam Przygody 6b. Przeczytałam. Nie będę pisać o błędach jakie w nich znalazłam, ani o braku spójności w niektórych rozdzialikach, bo to nic. Zeszyt rozczulił mnie, a w oku zakręciła się łezka na wspomnienie tamtych chwil.
Nie uważam bym miała talent pisarski, ale przyjemnie mi się czyta stare tekściki pisane na kolanie w szkolnej toalecie, czy nawet opowiadania tworzone już na studiach, w czasie wykładów.
Tekst, który tu napisałam w marcu został dokładnie przepisany z kartki, zatytułowanej wykład z historii sztuki.
Pages - Menu
środa, 13 lipca 2011
wtorek, 29 marca 2011
...
-Co robisz?
-Retoryczne? Nie widzisz?
-Widzę, ale obawiam się tego co może nastąpić za chwilę. Boję się Twojego kroku..
-Daj spokój. Chcę tylko coś... sprawdzić. Wydaje się przecież być taka trwała, stabilna i mocna. Chociaż w pewnym sensie jest krucha, delikatna.
-T czysta głupota! i Ty o tym wiesz.
-Właśnie że nie, to nie jest głupie. Pomyśl, jeśli dam radę, jeśli mi się uda to..to, to będzie ogromny wyczyn, a przecież ja w to wierzę, wierzę w NIĄ.
- Ty naprawdę jesteś głupia. Wiara tu nie ma nic do rzeczy, ona przy tym jest nieistotna, jest zwykłą naiwnością, nie pomoże Ci
-Zaraz. A kto mi mówił, że wiara góry przenosi? kto mówił, że działa cuda?!
-tak, ale mylisz...
-Skoro wierzę to nic nie może mi się stać. A tak w ogóle to ja jestem pewna. Tylko pomyśl. To musi być takie wyzwalające, takie niezwykłe, gdy unosi Cię niepoliczalna,płynna siła.,
-Właśnie! Ona jest płynna!!! Nie możesz na niej stanąć. To przecież absurd!!Czemu my o takim czymś rozmawiamy? to chore. Zejdź.
-Sama nie wiem.
Do zobaczenie tam, na dole.
***
Ktoś powiedział -wariatka. Inny -idiotka. Biegły - samobójczyni.
-Nie znaliście, czemu osądzacie? Nie potraficie zrozumieć, nie mieści się to w waszych małych umysłach.
Gdyby przeżyła..gdyby była tu obok, płakałaby jak małe dziecko. Krzyczałaby,że kłamałam, że wszyscy kłamaliśmy, a ona nam uwierzyła, ślepo zaufała. Wiara.. tak to wina złudnej wiary.
-Retoryczne? Nie widzisz?
-Widzę, ale obawiam się tego co może nastąpić za chwilę. Boję się Twojego kroku..
-Daj spokój. Chcę tylko coś... sprawdzić. Wydaje się przecież być taka trwała, stabilna i mocna. Chociaż w pewnym sensie jest krucha, delikatna.
-T czysta głupota! i Ty o tym wiesz.
-Właśnie że nie, to nie jest głupie. Pomyśl, jeśli dam radę, jeśli mi się uda to..to, to będzie ogromny wyczyn, a przecież ja w to wierzę, wierzę w NIĄ.
- Ty naprawdę jesteś głupia. Wiara tu nie ma nic do rzeczy, ona przy tym jest nieistotna, jest zwykłą naiwnością, nie pomoże Ci
-Zaraz. A kto mi mówił, że wiara góry przenosi? kto mówił, że działa cuda?!
-tak, ale mylisz...
-Skoro wierzę to nic nie może mi się stać. A tak w ogóle to ja jestem pewna. Tylko pomyśl. To musi być takie wyzwalające, takie niezwykłe, gdy unosi Cię niepoliczalna,płynna siła.,
-Właśnie! Ona jest płynna!!! Nie możesz na niej stanąć. To przecież absurd!!Czemu my o takim czymś rozmawiamy? to chore. Zejdź.
-Sama nie wiem.
Do zobaczenie tam, na dole.
***
Ktoś powiedział -wariatka. Inny -idiotka. Biegły - samobójczyni.
-Nie znaliście, czemu osądzacie? Nie potraficie zrozumieć, nie mieści się to w waszych małych umysłach.
Gdyby przeżyła..gdyby była tu obok, płakałaby jak małe dziecko. Krzyczałaby,że kłamałam, że wszyscy kłamaliśmy, a ona nam uwierzyła, ślepo zaufała. Wiara.. tak to wina złudnej wiary.
czwartek, 16 września 2010
Sposoby na ból zęba- wyszperane i wypytane
Wczoraj przeglądałam fora, strony stomatologów, by znaleźć pomoc doraźną. Pisali o tabletkach i maściach- nie pomogły żadne. Chyba na proszki przeciwbólowe jestem trochę uodporniona. Poza tym piszą, że to niszczy wątrobe.. a ja i tak już w kiepskim stanie jestem.
I co ja robie?
Płuczę usta naparem z kory dębu (można kupić w aptece za kilka zł)
Smaruję miejsce wokół zęba Dentoseptem A (który super skuteczny nie jest, ale na chwilę przynosi ulgę)
Masuję okrężnymi ruchami dziąsło, policzek i dół szczęki, po której ten ząb jest.. i troszkę pomaga
Dziś jest lepiej, mniej boli przy zgryzie, poza tym chyba się trochę przyzwyczaiłam:)
Co próbowałam?
-owego alkoholu, którym trzeba nasączyć wacik
-dymu papierosowego
-zapijania mlekiem
Były i ciekawsze pomysły (tych unikałam) ;
-wkładanie czosnku lub wacika alkoholu w ucho
- wkładanie czosnku w ząb
- stosowanie olejku migdałowego
-rozkruszenie tabletki z krzyżykiem i włożenie w ubytki.. z tym, że wg jednego z portali stomatologicznych niszczy to barierę ochronna zęba i dziąsła... czy coś takiego
-a nawet znalazł się taki "hardkor" z zamiarem zaklejenia dziury poksipolem...
Co podobno pomaga większości?
- płukanki naparem z szałwii
- maści dla dzieci z wyrzynającymi się ząbkami
- maści stomatologiczne, które niestety są w mojej okolicy niedostępne w aptekach
- z leków często pojawiała się nazwa Solpadeine, i to najlepiej w tabletkach musujących
- a i nieśmiertelne goździki, lub też olejek goździkowy
Ludzie mają mnóstwo pomysłów. Trzeba jednak pamiętać o starannej selekcji i o tym by do dentysty w końcu się wybrać. Już trzęsą mi się nogi i śni mi się wiertło.. ale dam radę! Już nie raz dawałam. Dodatkowo mam przecież wsparcie :)
czwartek, 12 sierpnia 2010
Pewność siebie.. pożądana cecha
Idąc na zakupy musisz uzbroić się nie tylko w portfel i wygodne buty, musisz mieć tupet i przekonanie o tym czego chcesz. Sprzedawca mami cię różnymi promocjami, zasypuje fałszywymi komplementami, a niekiedy przeciwnie... jest w stanie podburzyć fundamenty twojej samooceny by udowodnić ci, że jego produkt jest niezbędny do tego byś normalnie funkcjonował, by inni mieli szacunek dla ciebie. Tak więc potrzebujesz nowego laptopa, nie dlatego, że stary do niczego się nie nadaje, ale nowy ma taki modny design! -jest w kolorze zielonego jabłka, taki ładny, taki poręczny- inni będą zazdrościć, inni docenią twój gust. Tak więc wychodzisz ze sklepu z nowym zielonym komputerem, myszką pod kolor i torbą na to cacko. A miałaś kupić kilka czystych płyt...Przy okazji twoje konto jest szczuplejsze o 4 tys., a jeśli nie od razu, to raty będą przypominać o tym, że już niedługo, stopniowo, ale jednak zapłacisz za nabytek niemałe pieniądze. A przecież miałaś je przeznaczyć na coś innego. Chciałaś nowe buty, bo te stare są przetarte, miałaś zapisać się na aerobik, bo kondycja już nie ta, a o zdrowie trzeba dbać i w ruchu (nie tylko w kuchni), chciałaś odłożyć trochę grosza? Ale sprzedawca tak zachwalał, ale on tak pięknie mówił...
I gdzie twoja pewność siebie? Wchodząc do sklepu miałaś cel- nie wydać więcej niż to konieczne.. i co? Tak łatwo cię naciągnąć? Czemu refleksja przychodzi później? Czy Polak zawsze jest mądry dopiero po szkodzie? Czy nie powinien myśleć od razu? To zadziwiające jak słowa drugiej osoby, dodajmy obcej osoby mogą zmienić twój ogląd sytuacji. To jedna z błahych sytuacji, takich codziennych. Ile razy dałaś się namówić na bluzkę,która w domu nie wydała się już taka dopasowana, taka podkreślająca kształty? Albo w warzywniaku?- marchew nie była już tak świeża, bakłażan tak fioletowy- a przecież zapłaciłaś tyle co za pierwszą jakość!
To nie ma nic wspólnego z pewnością siebie? Nie? To jak nazwać to, że zwątpiłaś w swoje zdanie? Nie uwierzyłaś swoim oczom, nie usłuchałaś SWOJEGO głosu? Posłuchałaś kogoś kogo zupełnie nie znasz, komu nie ufasz- dlaczego?
I gdzie twoja pewność siebie? Wchodząc do sklepu miałaś cel- nie wydać więcej niż to konieczne.. i co? Tak łatwo cię naciągnąć? Czemu refleksja przychodzi później? Czy Polak zawsze jest mądry dopiero po szkodzie? Czy nie powinien myśleć od razu? To zadziwiające jak słowa drugiej osoby, dodajmy obcej osoby mogą zmienić twój ogląd sytuacji. To jedna z błahych sytuacji, takich codziennych. Ile razy dałaś się namówić na bluzkę,która w domu nie wydała się już taka dopasowana, taka podkreślająca kształty? Albo w warzywniaku?- marchew nie była już tak świeża, bakłażan tak fioletowy- a przecież zapłaciłaś tyle co za pierwszą jakość!
To nie ma nic wspólnego z pewnością siebie? Nie? To jak nazwać to, że zwątpiłaś w swoje zdanie? Nie uwierzyłaś swoim oczom, nie usłuchałaś SWOJEGO głosu? Posłuchałaś kogoś kogo zupełnie nie znasz, komu nie ufasz- dlaczego?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
